xxCarolinexMikaelsonxx
piątek, 1 sierpnia 2014
Od administratorki. :)
Dziękuję wam za komentarze pod pierwszym rozdziałem. Za te pochlebne oraz za krytykę. Krytyka ze strony czytelników jest bardzo ważna. W ten sposób autor wie, gdzie popełnił błąd. Następny rozdział spróbuję napisać w narracji trzecioosobowej i będzie mi miło jeśli wyrazicie swoją opinię. Do zobaczenia niebawem! :) Tymczasem zapraszam na stronę na facebooku, gdzie będę również informowała o dodaniu nowych rozdziałów. LINK: https://www.facebook.com/pages/Nie-%C5%9Bpi%C4%99-bo-ogl%C4%85dam-Pami%C4%99tniki-Wampir%C3%B3w/788042674563095?ref=hl
wtorek, 29 lipca 2014
Rozdział 1.
Minęło trzynaście dni od chwili kiedy straciłam Tylera. Trzynaście długich dni. Został zamordowany przez wampira. Tak samo jak moja matka trzy lata temu. Z zamiarem upicia się podążyłam do jedynego baru w naszym miasteczku. Siadając pochwyciłam wzrok barmana, który gotów był przyjąć zamówienie.
-Butelkę bourbona. -powiedziałam rozglądając się po sali. W środku nie było wielu ludzi. Barman postawił przede mną alkohol oraz szklankę. Godzinę później byłam już nieźle wstawiona, kiedy przysiadł się do mnie mężczyzna. Dosyć wysoki o miodowych włosach i błękitnych oczach. Przyłapałam go na patrzeniu się na mnie. Poczułam, że się rumienię.
-Klaus Mikaelson. -przedstawił się. Uczyniłam tak samo.
-Jestem Caroline. -zareagował szerokim uśmiechem. Siedzieliśmy razem do około północy rozmawiając. Pijąc już trzecią butelkę bourbona zrozumiałam, że powinnam wracać. Zaoferował, że mnie odprowadzi. Po piętnastominutowym spacerze znaleźliśmy się pod moim domem. Zatrzymaliśmy się w ogródku. Klaus na pożegnanie ucałował moją rękę, a ja odpowiedziałam uśmiechem. Zataczając się zdołałam dotrzeć po schodach na górę i rzucić się na łóżko. Rano budząc się czułam się nieźle mimo wypitego wczoraj alkoholu. Kiedy głodna zorientowałam się, że w lodówce nie ma prawie nic ubrałam się, doprowadziłam do ładu i wyszłam na zakupy do pobliskiego sklepu. Znajdując się już koło domu omal nie upuściłam siatek, które trzymałam w dłoniach. Czekał na mnie nie kto inny jak mój wczorajszy towarzysz. Coś było z nim nie tak, tylko jeszcze nie wiedziałam co. Grzecznie przywitałam go i zaprosiłam do środka. Pomógł mi rozpakować zakupy w kuchni, a potem razem poszliśmy do salonu, gdzie pogrążyliśmy się w rozmowie. Nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Na wyświetlaczu pojawił się numer Eleny.
-Tak, Eleno?
-Hej. Masz czas dziś wieczór? Jestem razem z Bonnie. -zobaczyłam jak Klaus wstaje z kanapy i powoli się zbliża. W jego oczach było coś niepokojącego. Telefon wyślizgnął mi się z ręki. Usłyszałam jeszcze "halo?" zanim z brzdękiem upadł na drewnianą podłogę.
-Jesteś taka naiwna, Caroline. -powiedział -Nie będziesz krzyczeć. -w tym momencie zorientowałam się kim jest naprawdę. Chwyciłam nóż leżący na stole i zręcznie wbiłam go w pierś wampira. Ostrze było nasączone werbeną. Osunął się na podłogę.
-Łowczyni. -to słowo skierowane do mnie wypluł z siebie jak przekleństwo zanim całkowicie stracił przytomność. Na pół zniosłam na pół zaciągnęłam go do celi w piwnicy. Wbiegłam na górę, chwyciłam telefon i napisałam SMS'a do Eleny. "Spotkajmy się u mnie za pół godziny. To ważne." -Przyda mi się coś mocniejszego. -mruknęłam do siebie wyciągając trunek z barku. Po umówionym czasie rozległo się pukanie do drzwi. Otworzyłam, a moje przyjaciółki objęły mnie na powitanie.
-Co się stało? -dopytywała się mnnie Elena. W skrócie opowiedziałam im o wczorajszych i dzisiejszych wydarzeniach. Oczywiście wiedziały o tym, że jestem Łowczynią. One dopiero przechodziły szkolenie.
-Czemu od razu go nie zabijesz? -spytały prawie równocześnie.
-Jest Pierwotnym. Musiałabym sporo się naszukać by zdobyć kołek z białego dębu. A poza tym nie próbowałam jeszcze wyciągnąć z niego informacji. Nie mam dowodów na to, że to on odebrał mi matkę.
-Więc co zamierzasz?
-Nie wiem. Naprawdę nie mam pojęcia jak mogłam od razu nie zauważyć, że nie jest człowiekiem. Alkohol robi swoje. -stwierdziłam. Dziewczyny oznajmiły, że muszą już iść. Postanowiłam, że poćwiczę rzucanie nożami. Sala treningowa mieściła się niedaleko celi, w której zamknięty był Klaus.
-Jaki masz w tym cel? -zapytał, gdy przechodziłam obok. Zapewne chodziło mu o przetrzymywanie go.
-Szukam wampira, który zamordował moją matkę. A ty -wskazałam na niego palcem- sam wpadłeś w moje sidła. -uśmiechnęłam się. Spojrzał na mnie wilkiem.
-I nareszcie schwytałaś właściwą osobę. -oświadczył uśmiechając się szyderczo. Poczułam, że robi mi się niedobrze.
-Dlaczego? -zapytałam, a gdy się nie odezwał zaczęłam wrzeszczeć. -Odpowiedz!
-Mam tysiąc lat. Możesz nazwać to nudą.
-Och, doprawdy? -ze wściekłym wyrazem twarzy wylałam na niego wywar z werbeny. Wytrącona z równowagi zrezygnowałam z ćwiczeń i ruszyłam do swojego pokoju. Chwyciłam pierwszą lepszą książkę z półki i próbowałam zapomnieć, że w piwnicy zamknięty jest wampir. Jednak przed oczami ciągle miałam jego szyderczy uśmiech.
_______________________________________________________________________
Oto pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że się wam spodobał :) Będzie mi miło jeśli po przeczytaniu skomentujecie i ocenicie. Następny rozdział spróbuję dodać jeszcze w tym tygodniu.
-Butelkę bourbona. -powiedziałam rozglądając się po sali. W środku nie było wielu ludzi. Barman postawił przede mną alkohol oraz szklankę. Godzinę później byłam już nieźle wstawiona, kiedy przysiadł się do mnie mężczyzna. Dosyć wysoki o miodowych włosach i błękitnych oczach. Przyłapałam go na patrzeniu się na mnie. Poczułam, że się rumienię.
-Klaus Mikaelson. -przedstawił się. Uczyniłam tak samo.
-Jestem Caroline. -zareagował szerokim uśmiechem. Siedzieliśmy razem do około północy rozmawiając. Pijąc już trzecią butelkę bourbona zrozumiałam, że powinnam wracać. Zaoferował, że mnie odprowadzi. Po piętnastominutowym spacerze znaleźliśmy się pod moim domem. Zatrzymaliśmy się w ogródku. Klaus na pożegnanie ucałował moją rękę, a ja odpowiedziałam uśmiechem. Zataczając się zdołałam dotrzeć po schodach na górę i rzucić się na łóżko. Rano budząc się czułam się nieźle mimo wypitego wczoraj alkoholu. Kiedy głodna zorientowałam się, że w lodówce nie ma prawie nic ubrałam się, doprowadziłam do ładu i wyszłam na zakupy do pobliskiego sklepu. Znajdując się już koło domu omal nie upuściłam siatek, które trzymałam w dłoniach. Czekał na mnie nie kto inny jak mój wczorajszy towarzysz. Coś było z nim nie tak, tylko jeszcze nie wiedziałam co. Grzecznie przywitałam go i zaprosiłam do środka. Pomógł mi rozpakować zakupy w kuchni, a potem razem poszliśmy do salonu, gdzie pogrążyliśmy się w rozmowie. Nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Na wyświetlaczu pojawił się numer Eleny.
-Tak, Eleno?
-Hej. Masz czas dziś wieczór? Jestem razem z Bonnie. -zobaczyłam jak Klaus wstaje z kanapy i powoli się zbliża. W jego oczach było coś niepokojącego. Telefon wyślizgnął mi się z ręki. Usłyszałam jeszcze "halo?" zanim z brzdękiem upadł na drewnianą podłogę.
-Jesteś taka naiwna, Caroline. -powiedział -Nie będziesz krzyczeć. -w tym momencie zorientowałam się kim jest naprawdę. Chwyciłam nóż leżący na stole i zręcznie wbiłam go w pierś wampira. Ostrze było nasączone werbeną. Osunął się na podłogę.
-Łowczyni. -to słowo skierowane do mnie wypluł z siebie jak przekleństwo zanim całkowicie stracił przytomność. Na pół zniosłam na pół zaciągnęłam go do celi w piwnicy. Wbiegłam na górę, chwyciłam telefon i napisałam SMS'a do Eleny. "Spotkajmy się u mnie za pół godziny. To ważne." -Przyda mi się coś mocniejszego. -mruknęłam do siebie wyciągając trunek z barku. Po umówionym czasie rozległo się pukanie do drzwi. Otworzyłam, a moje przyjaciółki objęły mnie na powitanie.
-Co się stało? -dopytywała się mnnie Elena. W skrócie opowiedziałam im o wczorajszych i dzisiejszych wydarzeniach. Oczywiście wiedziały o tym, że jestem Łowczynią. One dopiero przechodziły szkolenie.
-Czemu od razu go nie zabijesz? -spytały prawie równocześnie.
-Jest Pierwotnym. Musiałabym sporo się naszukać by zdobyć kołek z białego dębu. A poza tym nie próbowałam jeszcze wyciągnąć z niego informacji. Nie mam dowodów na to, że to on odebrał mi matkę.
-Więc co zamierzasz?
-Nie wiem. Naprawdę nie mam pojęcia jak mogłam od razu nie zauważyć, że nie jest człowiekiem. Alkohol robi swoje. -stwierdziłam. Dziewczyny oznajmiły, że muszą już iść. Postanowiłam, że poćwiczę rzucanie nożami. Sala treningowa mieściła się niedaleko celi, w której zamknięty był Klaus.
-Jaki masz w tym cel? -zapytał, gdy przechodziłam obok. Zapewne chodziło mu o przetrzymywanie go.
-Szukam wampira, który zamordował moją matkę. A ty -wskazałam na niego palcem- sam wpadłeś w moje sidła. -uśmiechnęłam się. Spojrzał na mnie wilkiem.
-I nareszcie schwytałaś właściwą osobę. -oświadczył uśmiechając się szyderczo. Poczułam, że robi mi się niedobrze.
-Dlaczego? -zapytałam, a gdy się nie odezwał zaczęłam wrzeszczeć. -Odpowiedz!
-Mam tysiąc lat. Możesz nazwać to nudą.
-Och, doprawdy? -ze wściekłym wyrazem twarzy wylałam na niego wywar z werbeny. Wytrącona z równowagi zrezygnowałam z ćwiczeń i ruszyłam do swojego pokoju. Chwyciłam pierwszą lepszą książkę z półki i próbowałam zapomnieć, że w piwnicy zamknięty jest wampir. Jednak przed oczami ciągle miałam jego szyderczy uśmiech.
_______________________________________________________________________
Oto pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że się wam spodobał :) Będzie mi miło jeśli po przeczytaniu skomentujecie i ocenicie. Następny rozdział spróbuję dodać jeszcze w tym tygodniu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)